“Przyjaciel mój wyjechał mówiąc: proszę, masz tu klucze…”

Wy i ja jesteśmy w tej samej strefie czasowej, ale słońce o tym nie wie. Słonce wschodzi tu półtorej godziny później. Ten dzień zaczął się bardzo wcześnie -  dzisiaj była zmiana prześcieradeł, o 8 rano trzeba było zanieść na dół prześcieradła i wziąć sobie nowe, czyste. Łóżka ścieli się tu w ten sposób co na obozie. Materac jest zdejmowany z ramy łóżka, owija się go jednym prześcieradłem, zakłada drugie, na to koc, podwija się to pod materac. Albert mówi że to wygodne i higieniczne, ja tam nie wiem, ja mam śpiwór i nadzieję, ze ktoś mi przywiezie poszwę i poduszkę małą.Całe rano z Alą biegałyśmy, kserowałyśmy, załatwiałyśmy, przepisywałyśmy. Wyrównywałyśmy kropki w naszych learning agreementach. W finale wszystko zostało pozytywnie załatwione, mamy nawet o 2 punkty więcej niż się spodziewałyśmy. Pobiegłam na pocztę wysłać listem poleconym dane banku do stypendium. Kupiłam znaczki, wysłałam kartki, ciekawe kiedy dojdą. W banku chciałam dostać potwierdzenie, że za 1 euro wykupiłam ubezpieczenie pokoju. Jestem w banku prawie codziennie, kiedy się żegnałam dyrektor placówki powiedział - do zobaczenia. Oby nie zapeszył.Już myślałam że zapeszył, bo kiedy dałam concierge papier który dostałam powiedziała mi, ze to nie ten, że to nie o to chodzi. Stwierdziłam że nie mam siły i do żadnego banku po raz 8 nie idę. Robię notatki formatu A5. Zawsze mam ze sobą tylko jeden zeszyt, w dom rozdzielam kartki do segregatora, do przegródek. System porządny i opanowany, nie muszę nosić niewygodnych teczek. Dziś na zajęciach analizowaliśmy tekst o Lyonie. Mówiliśmy o tym wszystkim co dodaje miastu prestiżu. Dostaliśmy bardzo dużo kartek, kserówek (fotokopii, tak to się tu nazywa) i innych materiałów. Uczyłam się o Miluzie!!! Ciekawe czy uda mi się odwiedzić każde z miast o których było na zajęciach. Więc, dostaję tyle pomocy naukowych, że moja teczka verba docent exempla trahunt jest narażona na ataki i potencjalne zniszczenie.Ciekawe, czy jeśli ją zużyję, dostanę jeszcze raz te naklejki. Pani profesor w dalszym ciągu pyta mnie - ca va? Oui, ca va, odpowiadam. Podczas zajęć patrzy na mnie i pisze nazwiska artystów na tablica, a mi się zbiera na psuty śmiech. Nazwiska artystów akurat znam, oni tu na IV roku uczą się o tych, których umiem nie tylko zapisać. Takie Ledoux na przykład, czy inny Perrache - to żaden problem. Ale dat na tablicy nie pisze. Podając bibliografię literuje, co również nic a nic mi nie mówi. Moje notatki z wykładów są częściowo wiedzowe, częściowo leksykalne. Notuję często powtarzające się słowo, sprawdzam w domu i okazuje się, ze to znaczy “conie” - czy jest jakimś innym przerywnikiem, albo ma funkcję jedynie fatyczną. Tak więc uczę się języka i kultury Francji, historii sztuki raczej we własnym zakresie.Wieczorem miałyśmy iść do Cafe Poliglot, ale Piotr mi napisał że jest na randce to oczywiście rzuciłam wszystko celem podłączenia się do skype i znalezienia się na tej samej randce. Muszę przyznać że w pokoju, w ciszy, komforcie, z kawą, croissanatmi, mozliwością położenia się czy innej zmiany pozycji - to dużo bardziej komfortowe. Tym bardziej, że wiem, że to tylko przez tydzień, potem znowu cafe mansart i maison de l’universite będą mi służyć internetem. Więc teraz spędzam u Ali każdą wolną sekundę. Ala wyjechała do Krakowa załatwiać nasze możliwości zostania, zostawiła mi klucze do swojego pokoju. W tym pokoju jest gniazdko, w gniazdku kabel. Mój kabel. Mój internet.Wydałam: 2.8 obiadPotrzebuję: poszwy, jaśka.



wtorek, 16.10.2007